Krótkie dzieje kraju czeskiego cz. 21

Wcześniejszy wpis z serii dzieje kraju czeskiego znajdziesz na http://www.such.com.pl/krotkie-dzieje-kraju-czeskiego-cz-20/

Wszystkim stanom dały się czuć skutki tej wojny, ale najdotkliwiej ucierpiał biedny stan włościański. Wiele wsi zupełnie zmarniało, a opuszczone grunta leżały odłogiem. Tam gdzie się ludność utrzymała, musieli poddani 5 dni w tygodniu odrabiać pańszczyznę; na uprawienie własnego gruntu pozostał im tylko jeden dzień, prócz niedzieli, w którą pozwalano pracować. Wieśniak nie miał prawa rozporządzać zapracowanym majątkiem, ani nawet swymi dziećmi, których bez woli pana kształcić ani żenić nie mógł. Zbywające ziarno musiał sprzedawać dziedzicowi i od niego obowiązany był kupować wszelkie niezbędne mu produkty, po cenach dowolnie przez dwór ustanowionych. Dziedzic był nareszcie panem życia i śmierci poddanego, a po zgonie odziedziczał majątek nieboszczyka. Jeżeli pan był dobry, to jeszcze życie było znośne; w przeciwnymi razie wytrzymać było trudno. Uciekającego z rozpaczy kmiecia ścigano za pomocą psów gończych, a złapanego surowo karano nieraz śmiercią nawet. Cokolwiek lepiej działo się poddanym na gruntach królewskich lub klasztornych. Wyzysk, jakiemu ulegali chłopi, wywołał w końcu opór, ujawniający się w otwartych buntach, które wybuchły w różnych okolicach z rozmaitą siłą, lecz zawsze stłumione bywały przy pomocy wojska.

Podniecali zaś te rozruchy Francuzi, którzy dybali na upadek rodziny Habsburgów, bo potęga Niemieckiego państwa była dla nich niebezpieczną; przez umyślnych potajemnych wysłańców rozgłaszali wśród ludu wieści, że po tylu latach ucisku nastąpić musi panowanie chłopów, majątki szlachty przejdą w ich ręce, a wtedy odrodzą się Czechy i ukoronują własnego króla. Tymczasem, gdy do stolicy przybywały delegacje włościan ze skargami na panów, bywały odprawiane z niczym lub, co gorzej, wtrącane do więzienia. Podobnie postępowano z przeciążonymi podatkami i żebrzącymi sprawiedliwości mieszczanami. A rząd francuski po kryjomu nadsyłał broń i pobudzał do walki. Nareszcie gnębionemu a łatwowiernemu ludowi zabrakło cierpliwości. Uzbrojeni w broń palną i sieczną, kosy, siekiery i cepy rzucili się na zamki i dwory, paląc i niszcząc mienie i roznosząc śmierć po całym kraju. Ale siły były nierówne. Trudno było podołać zadaniu i w końcu musiały niekarne – zastępy ulec przed siłą wojska. Cesarz Leopold I wybaczył zbuntowanym i wydał prawo, ograniczające pańszczyznę do 3 dni w tygodniu oraz uwolnił poddanych od obowiązku kupowania zboża, piwa i t. p. u dziedzica. Tymczasem panowie, którym to nie było na rękę w dalszym ciągu postępowali po dawnemu, lecz gorzej jeszcze, bo mszcząc się na chłopach, więzili ich i nawet wieszali.

Leopold I był w ogóle niedołężnym władcą: nie umiał zaprowadzić porządku wewnątrz kraju i nie potrafił prowadzić wojen na zewnątrz. Gdy Turcy 1683 roku oblegli Wiedeń, posłał po pomoc do Jana Sobieskiego, a sam uciekł ze stolicy. Równie niepomyślną była wojna z królem francuskim Ludwikiem XIV, która wynikła wskutek tego, że on ubiegał się o koronę hiszpańską dla swego wnuka, podczas gdy Leopold chciał zapewnić ją swemu synowi. Wojny te najgorzej odbiły się na Czechach, jako najbogatszym kraju korony habsburskiej.

Józef I, objąwszy rządy po ojcu, walczył z Turcją dalej, a zbierane w Czechach 3 i pół miliona podatków przeznaczył na koszta wojenne i potrzeby niemieckich prowincji.

1711 roku panowanie nad księstwem Austriackim, Czechami i Niemcami objął brat poprzednika Karol VI, który przede wszystkim pomyślał o zapewnieniu dziedzictwa córce Teresie, bo nie miał męskiego potomka. Chcąc uzyskać na to zgodę sąsiednich władców, długie i kosztowne musiał czynić zabiegi oraz musiał robić różne ustępstwa ze szkodą praw państwa. Pominięty w tych ustępstwach Fryderyk pruski, wypowiedział Marii Teresie zaraz po jej wstąpieniu na tron wojnę, a wygrawszy ją, zabrał Czechom Śląsk, należący do nich od czasów Jana Luksemburskiego. I znowu ciężar wojny spadł na nieszczęśliwe Czechy, tam bowiem toczyły się bitwy. Praga dwa razy zajmowana była przez prusaków, którzy spalili 150 domów i ściągnęli blisko 400 tysięcy kontrybucji, nie licząc strat w ludziach. Maria Teresa nie zważając na żadne zasługi i straty, obciążyła Czechów jeszcze większymi podatkami, a chcąc je sobie zabezpieczyć, zaczęła się troszczyć o wzrost rolnictwa i przemysłu. W tym celu zmniejszono obowiązki pańszczyźniane i rozdawano włościanom nasiona, jako też popierano sadownictwo. Odtąd zaczyna datować postęp w gospodarstwie rolnym.